ZIEMIA OBIECANA – WOJTEK – Wild Italian Grape Ale – niepasteryzowane, niefiltrowane
10 lat – 10legend. Na 10 urodziny Browaru Ziemia Obiecana zebraliśmu ekipę, której nie powstydziłaby się żadna kronika. Każda postąć dostała własne piwo i historię z pazurem. Miś Wojtek – Miś, który został żołnierzem legendarny towarzysz żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Czas: Maj 1944 Miejce: wzgórze Monte Cassino, Włochy. W powietrzu dudni huk dział i eksplozji, raz za razem na pozycje artyleryjskie przemykają ciężarówki wypełnione amunicją. Żołnierze 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii mają pełne ręce roboty, oddając w kierunku pozycji nieprzyjaciela kolejne salwy. Pracuje również żolnierż Wojtek. To, co wyraźnie odróżnia Wojtka od innych artylerzystów, jest to, że waży ponad 200 kilogramów, jest pokryty futrem i zdecydowanie nie przypomina typowego żołnierza generała Andersa. Niedźwiedź stoi na tylnych łapach, a przednimi chwyta ciężkie skrzynie i przenosi je na pozycje artyleryjskie. Żołnierze z jego kompanii twierdzili potem, że żadnej nigdy nie upuścił. Widok był na tyle niezwykły, że niedźwiedź trzymający pocisk artyleryjski stał się później symbolem całej kompanii. Wszystko zaczęło się jednak dwa lata wcześniej, kilka tysięcu od wierzchołków Monte Cassino. Wiosną 1942 roku polscy żołnierze i uchodźcy przemierzali Iran po ewakuacji ze Związku Sowieckiego. Na swojej drodze napotkali miejscowego chłopca z małym niedźwiadkiem. Zwierzę najprawdopodobniej straciło wcześmiej matkę, a jego stan fizyczny wyglądał niezbyt dobrze. Tak jak bywa to nieraz, schwyciło to za sercę jedno z maszerujących i towarzyszących z żołnierzami dziewcząt, Irenę Bokiewicz. To właśnie ona namówiła polskiego oficera, aby odkupił misia od chłopca. Przez kilka miesięcy sama zajmowała się „maleństwem”, aż w końcu stało się to zbyt dużym wyzwaniem i niedźwiadek trafił pod opiekę żołnierzy. Wtedy też otrzymał swoję imię, Wojtek. Początki nie były łatwe. Miś nie potrafił jeszcze normalnie jeść, więc żołnierze karmili go skondensowanym mlekiem przez prowizoryczny smoczek założony na butelkę po wódce. Wojtek szybko nabrał sił, a wraz z nimi apetytu. Z czasem polubił owoce, miód, marmoladę i żołnierskie racje. Miał też słabość do piwa (nie była to jednak jeszcze nowofalowa Double IPA 😉 ). Papierosami również nie gardził, choć korzystał z nich po swojemu. Zamiast palić, po prostu je zjadał. Dorastał właściwie tak samo, jak żyli jego opiekunowie. Jeździł wojskowymi ciężarówkami, jadł razem z żołnierzami i spał obok nich w namiotach. Kiedy dostał własne miejsce do spania, samotność szybko mu się znudziła i nocami wracał do swoich ludzi. Szczególnie mocno przywiązał się do kaprala Piotra Prendysza, który przez lata był jego głównym opiekunem. Oczywiście posiadanie niedźwiedzia w jednostce wojskowej miało swoje minusy. Wojtek podkradał jedzenie, zrywał pranie i urządzał sobie wycieczki po obozie. Kiedy nie był jeszcze zbyt duży, żolnierze uwielbiali się z nim siłować, potem jednak nie mieli już żadnych szans. Kiedy wyrósł na ponad dwustumilogramowego niedźwiedzia, wynik był raczej przesądzony. Co ciekawe, potrafił kontrolować swoją siłę i nawet w trakcie ekscytacji zabawą nie robił nikomu krzywdy. Pokonanego przeciwnika zwykle przygniatał do ziemi, a później lizał po twarzy. Z czasem przestał być tylko maskotką oddziału. Wojtek został oficjalnie wpisany do ewidencji wojskowej i otrzymał własny numer oraz książeczkę. To dlatego, że przepisy brytyjskiej armii, w strukturach której były polskie oddziały, zakazywały żołnierzom posiadania zwierząt. Najpierw był szeregowcem, później doczekał się nawet awansu na kaprala. Razem ze swoją kompanią przemierzył Iran, Irak, Syrię, Palestynę i Egipt, aż w końcu trafił do Włoch, gdzie, jak się okazało, został prawdziwym żołnierzem. Pod Monte Cassino 22. Kompania odpowiadała za dostarczanie amunicji polskiej artylerii. Wojtek początkowo trzymał się z dala od największego huku, ale szybko przyzwyczaił się do eksplozji. Obserwował żołnierzy podczas pracy, aż w końcu zaczął ich naśladować. Nosił ciężkie skrzynie, pomagając przy ich rozładunku. Właśnie z tej historii narodził się słynny znak przedstawiający niedźwiedzia z pociskiem artyleryjskim w łapach. Pojawił się na samochodach, proporczykach i mundurach 22. Kompanii. Monte Cassino nie zakończyło jego wojennej wędrówki. Wojtek przeszedł z Polakami dalszą część kampanii włoskiej, między innymi Ankonę i Bolonię. Dopiero zakończenie wojny postawiło jego kompanię przed problemem, którego wcześniej nikt specjalnie nie planował. Co właściwie zrobić z niedźwiedziem żołnierzem, kiedy nie ma już armii, w której mógłby służyć? Kto nim się zaopiekuje w warunkach cywilnych, jak zareagują na niego inni ludzie? Wojtek razem z kompanami trafił do Szkocji. Początkowo nadal mieszkał wśród żołnierzy i szybko zdobył sympatię miejscowych. W 1947 roku jednostkę jednak rozwiązano. Jego przyjaciele rozpierzchli się po świecie, a on sam został przewieziony do zoo w Edynburgu. Dla zwierzęcia wychowanego wśród ludzi nie było to szczęśliwe zakończenie. Wojtek nie potrafił odnaleźć się wśród innych niedźwiedzi. Brakowało mu też swobody i dawnych kompanów. Ci, na szczęście, o nim nie zapomnieli. Polscy żołnierze odwiedzali go w zoo, a niektórzy, ku przerażeniu pracowników, przechodzili nawet przez ogrodzenie, żeby znów pobawić się ze starym kolegą. Wojtek szczególnie ożywiał się, kiedy słyszał znajomy język polski. Zmarł 2 grudnia 1963 roku w edynburskim zoo, mając dwadzieścia dwa lata. Zostały po nim fotografie, pomniki i charakterystyczny niedźwiedź z pociskiem w łapach. Wojtek: miś, który stał się żołnierzem.
Specifications
- Styl
- Ale
- Alkohol
- 5.2%
- Kraj pochodzenia
- Polska
How AI sees this product
The more complete this product's details, the more confidently AI assistants can understand and recommend it.